Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty

1.05.2011

Wampir z M-3, Andrzej Pilipiuk - Śladami PRL’owskich wampirów


„A więc twierdzicie, Obywatelu, że wampiry istnieją? Niby kraj socjalistyczny, ateizm w modzie, a tu taka wtopa. I jak się krzyżem odwijać? Jak wodą, tfu, święconą chlapać? A czosnek, tylko granulowany i z importu z bratniej Czechosłowacji!”   


„Wampir z M-3” miał być „powieścią obnażającą zmierzch zgniłego kapitalizmu”. Dla mnie to powieść obnażająca zakłamanie socjalizmu. Fakt faktem, wampiry nie istnieją, ale gdyby istniały w czasach PRL-u, to wyobrażam sobie ich bytowanie dokładnie tak, jak autor książki.
Andrzej Pilipiuk, z którego twórczością, trochę wstyd się przyznać, spotkałam się po raz pierwszy, bardzo szybko stał się jednym w moich ulubionych polskich autorów. Facet ma talent i wyobraźnię. Nie ma co zaprzeczać. Kto byłby w stanie, w dobie wielbicieli Zmierzchu i innych wyżelowanych wampirzych wymoczków, potrafi stworzyć wampiry chodzące do pracy, wyrabiające 100% normy, walczące o kartki i dewizy?

„Wampir z M-3” opowiada historię grupy „zimnych”. Jedną z nich jest Gosia Brona, uczennica liceum, kochająca Limahla. W powodu nieudanych wakacji, złych ocen i miłosnego odrzucenia dziewczyna postanawia się powiesić. Po jakimś czasie budzi się w rodzinnym grobowcu. Gdy „uszczęśliwiona” rodzina częstuje Gośkę śrutówką, nastolatka odkrywa, że coś z nią jest nie tak. Wkrótce odnajdują ją wampiry i tłumaczą powoli acz dosadnie, że jej dotychczasowe życie właśnie uległo wielkiej zmianie. Odtąd nie będzie musiała martwić się klasówkami, kartkami na mięso i chłodem. Dzięki pomocy Marka, Małgorzata znajduje ciepłe schronienie i przyjaciół. Myli się jednak ten, kto sądzi, że wampiry mają w czasach PRL spokojne życie. Nie dość, że muszą uciekać przed ZOMO i ubecją, to jeszcze czekają ich potyczki z tajnym oddziałem SB  „Z” jak zabobon (nie zaświaty).

W książce znajdziemy nie tylko wampiry ale również wilkołaki, mumie i inne stwory. Jeśli ktoś ma już serdecznie dość bohaterów Zmierzchu, to również znajdzie coś dla siebie.
Gdybym miała krótko scharakteryzować książkę Pilipiuka, powiedziałabym, że jest rzeczowa, zabawna, z nutką socjalistycznego podejścia do życia.  Najlepiej jednak książkę charakteryzuje poniższy cytat:
„Być wampirem w PRL to nie przelewki. W społeczeństwie bezklasowym trudno tytułować się hrabią. Płaszcz i smoking nosi albo kelner albo iluzjonista, a krew obywateli Rzeczpospolitej Ludowej ma posmak deficytu i reglamentacji.”

„Wampir z M-3” to pozycja dobra zarówno dla miłośników wampirów, jak i tych, którzy PRL wspominają z łezką w oku.



9/10





Wampir z M-3, Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów, 2011

recenzja opublikowana na kobieta20.pl

3.03.2011

Irena Matuszkiewicz, Szepty - Wesołe jest życie staruszki?

Książka Ireny Matuszkiewicz to opowieść o skomplikowanych i zakłamanych relacjach rodzinnych oraz prostych i szczerych między całkowicie obcymi sobie osobami.


Chociaż „Szepty” to opowieść o relacjach międzyludzkich, najbardziej wciągająca wydała mi się historia Funi. Nobliwa pani, z osobistych względów, musiała porzucić swoje samodzielne życie i przeprowadzić się do domu córki. Niestety, nie jest w stanie poczuć się tam, jak u siebie w domu. Nie może dogadać się z córką, która bardzo przypomina jej zmarłego męża, wnuczka zauważa ją tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje, a zięć? Zwyczajnie ignoruje. Córka więzi więc swoją matkę w złotej klatce, nie pozwalając jej na jakiekolwiek obowiązki domowe. Na domiar złego w domu każdy ma swój własny świat, a mieszkańcy porozumiewają się tytułowym szeptem. Życie Funi zmienia się o 180 stopni dopiero po poznaniu Alebabek.

Alebabki, (nie mylić z Alibabkami), to kobitki wchodzące w jesień życia. Nie są to jednak schorowane, biegające do kościoła i wiecznie narzekające na młodzież i rząd mohery. Alebabki to dziewczyny z dużym poczuciem humoru, wielkimi pokładami energii, które w wolnym czasie biegają na wykłady, uczestniczą w warsztatach, chodzą do kina i przede wszystkim umilają sobie czas dobrym towarzystwem.

Funia, Mundzia, Jola, Michasia, Wiera i Honorata, jak wszyscy, mają swoje problemy i zmartwienia. Jedna nie potrafi dogadać się ze swoją rodziną, druga ma problemy z mężem, trzecia z nałogiem. Nie przeszkadza im to jednak w najmniejszym stopniu cieszyć się życiem. Przyjaciółki, bo tak nazwałabym, grupę kobiet, są zaprzeczeniem starszych pań, o których myślimy, mówiąc „starsza pani”. W przerwach między dokształcaniem i ciekawymi filmami Alebabki spotykają się na wspólnych obiadach, dzieląc się plusami i minusami życia

Książka Ireny Matuszkiewicz napisana jest w ciepły i optymistyczny sposób. Starsze panie zamiast narzekać na swój los, cieszą się każdym dniem. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że w życiu staruszków jest miejsce na tak wielkie radości i prawdziwe przyjaźnie.

Kiedyś wydawało mi się, że młodzi czytają książki o pięknych, młodych i bogatych, a dopiero w kwiecie wielu sięgamy po literaturę ze starszymi ludźmi w rolach głównych. Irena Matuszkiewicz udowadnia, że nawet osoba wchodząca dopiero w dorosłe życie może śmiać się i wzruszać, zaczytując się w przygodach żwawych staruszek. I jeszcze jedno: to nieprawda, że wszystkie okładki kłamią. „Szepty” to naprawdę poruszająca opowieść!

7/10


Irena Matuszkiewicz, „Szepty”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011

recenzja opublikowana na dlalejdis.pl
 

7.02.2011

Eva Gudrymowicz-Schiller, Do widzenia Profesorze - Wspomnienie pewnej miłości

 

Czy można zakochać się w dzieciństwie i kochać miłością prawdziwą do końca życia? Według Evy Gudrymowicz-Schiller, autorki książki „Do widzenia profesorze”, owszem.


Kaja, po przeprowadzce zmienia szkołę. Z pomocą kuzynki szybko aklimatyzuje się w nowym miejscu. Nastolatka, jak każdy w jej wieku, dzieli czas na szkołę, zabawę, spotkania z przyjaciółmi. Coś jednak wyróżnia Kaję spośród jej rówieśników. Dziewczyna zakochuje się w „Wicku” szkoły. Nie jest to dziecinne zauroczenie, które mija po kilku tygodniach. To miłość prawdziwa i dojrzała.

W wyniku dobrych lub złych decyzji, Kaja decyduje się wyznać miłość ukochanemu kilka dni przed swoim ślubem i dostaje kosza. Wychodzi więc za mąż, rodzi dzieci, pracuje, rozwodzi się. Wszystko się zmienia, tylko nie to magiczne uczucie. Chwilę przed jedną z najpoważniejszych życiowych decyzji, Kaja spotyka się z ukochanym profesorem. Czy tym razem im się uda?

Książka „Do widzenia profesorze” jest typowo polską pozycją dla kobiet. Dużo w niej melancholii, niespełnionych pragnień, żalu… Nie oznacza to oczywiście, że  „typowo polskie” znaczy złe. Jednak czegoś mi tu brakuje. Może więcej optymizmu, więcej radości z życia. A tak, polska bohaterka, smutna i brzydka Warszawa, uczucie bez szans na przyszłość. Wydaje mi się czasem, że wolę Harlequiny. Tam wiadomo, że na ostatniej stronie przeczytamy „i odeszli w blasku zachodzącego słońca” albo inne dyrdymały. W polskich książkach tego mi właśnie brakuje. Nasze książki są zbyt prawdziwe, aby móc się przy nich odprężyć. Czytając historię głównej bohaterki „Do widzenia profesorze”, nie pozostaje nam nic innego, jak zaparzyć melisę i przygotować paczkę chusteczek.

Jest jednak coś, co kazało mi czytać książkę do końca. Pojęcia nie mam co, ale autorka pisała tak ciekawie, że choć domyślałam się, że historia Kai nie poprawi mi humoru, odwracałam kolejną stronę i kolejną, i tak do samego końca.

Nawet jeśli niezbyt podoba mi się nastrój pozycji, muszę przyznać autorce, że potrafi zatrzymać czytelnika. Pani Eva ma lekkie pióro, dialogi bohaterów są ciekawe, a sam „scenariusz” życia realistyczny. Kaja nie wygrywa dwóch biletów dookoła świata, nie wygrywa w totka, nie jest właścicielką wielkiego zamku. To zwykła kobieta, jakich wiele mijamy codziennie na ulicy, a jej historia równie dobrze mogłaby być historią sąsiadki z mieszkania obok.

Jeśli więc nie cierpisz na depresję, zaparz sobie kubek dobrzej herbaty, przyszykuj chusteczki i zanurz się w historii pięknej miłości.


7/10





Eva Gudrymowicz-Schiller, „Do widzenia Profesorze”, Papierowy Motyl 2010

recenzja opublikowana na kobieta20.pl